O powstaniu i planach Orientany mówi Anna Wasilewska
Gdzie produkujecie kosmetyki?
W trzech miejscach. W Indiach, gdzie mamy fabrykę, która posiada certyfikat Ajurwedy Rządu Indyjskiego. Niektóre kosmetyki, do których nie potrzebujemy świeżego, zebranego prosto z plantacji składnika, możemy produkować w Polsce. Mamy w ofercie także serię maseczek jedwabnych, które powstają z kolei na Tajwanie.
Głównymi składnikami naszych kosmetyków są masła, oleje i ekstrakty roślinne. Jeśli chodzi o konserwanty, używamy wyłącznie tych pochodzenia naturalnego i to tylko w kosmetykach, w których jest to absolutnie niezbędne i wymagane przez prawo. To jest mit, że kosmetyk naturalny nie może mieć konserwantów. Jeśli jednym ze składników produktu jest woda, konserwant jest niezbędny i kosmetyk, który go nie zawiera, będzie miał albo bardzo krótki termin ważności i wymagał przechowywania w lodówce albo będzie w sprzedaży nielegalnie!
Co ciekawe, w Azji spotkałam wiele ciekawych rozwiązań, których nie ma w Europie, np. balsam do ciała w kostce, który nie zawiera wody.
Jakieś jeszcze ciekawe formy kosmetyków podpatrzyła pani w Azji?
Tak. Typowo indyjskim specyfikiem jest henna do włosów powstała z odpowiedniej mieszanki świeżo ususzonych roślin bez żadnych dodatków. Zawsze staram się jednak te formy dopasować do naszego klienta, przenosząc je na grunt europejski. Stworzyliśmy na przykład biomaski-esencje, ale w formie żelowej. Aby uzyskać konsystencję żelu, wykorzystaliśmy wyciąg z japońskiej rośliny konjac, której weganie używają do robienia np. makaronu czy żelków.
Orient kojarzy się silnie z zapachami. Czy do nich przywiązujecie szczególną wagę?
Są dla nas bardzo ważne. W 2011 r., gdy zaczęliśmy działalność, byliśmy jedyną marką, która miała pachnące kosmetyki. Na rynku dominowały wówczas raczej te bezzapachowe. Ponadto stosujemy głównie olejki eteryczne, więc zapachy naszych kosmetyków są również pochodzenia naturalnego. Dodatkowo chcemy, aby kojarzyły się z krajami azjatyckimi. Naturalnie niektórym to przeszkadza, dlatego np. w przypadku produktów do pielęgnacji ciała staram się zawsze zaproponować dwa rodzaje zapachów: kwiatowe, np. jaśmin indyjski, róża oraz bardziej świeże, neutralne, jak np. trawa cytrynowa, imbir.
Jak wyglądał proces wprowadzenia produktów na polski rynek? Czy producentom naturalnych kosmetyków trudniej jest się dzisiaj przebić? Ma pani sposób na zdobycie zaufania klienta?
Myślę, że już to zaufanie zdobyliśmy. Udało nam się wejść do kilku sieci drogerii, co jest sporym osiągnięciem. To 8 lat ciężkiej pracy.
To prawda, że dzisiaj jest o wiele trudniej. Na rynku obecnie jest bardzo dużo marek kosmetyków naturalnych. Jednak, gdy odwiedzamy targi kosmetyków naturalnych, to okazuje się, że większość firm proponuje to samo: mydła, peelingi i masła do ciała. To są najprostsze w produkcji kosmetyki i jest ich na rynku najwięcej, ponieważ najłatwiej je wykonać – jest to możliwe nawet w domowym zaciszu.
Myślę, że kluczem do sukcesu jest pomysł, wyróżnienie się. My tworzymy kosmetyki na bazie azjatyckich roślin. Gdy zaczynałam 8 lat temu, nie wiedziałam, że ten rynek stanie się aż tak atrakcyjny dla innych producentów, dlatego trzeba być ciągle czujnym i wprowadzać nowości oczekiwane przez klientów.
Czy ma pani przed sobą kolejne cele, pomysły na nowe produkty?
Ostatnio wprowadziliśmy nową linię do cery naczynkowej. Są to cztery produkty: płyn micelarny, peeling enzymatyczny, krem na dzień i kuracja na noc oparte na ajurwedyjskiej roślinie – Kali Musli. Seria przeznaczona jest do cery wrażliwej, ona ma ją wzmacniać, leczyć, niwelować objawy cery naczynkowej. O tę serię prosili nas klienci. Myślę, że jeszcze dużo takich odkryć przed nami, świat roślin azjatyckich jest bardzo bogaty.
Potrzeby czerpiecie z rynku. A jakie trendy na rynku widzicie w przyszłości? Czy będziecie na nie odpowiadać?
Jak wspomniałam, jednym z ważniejszych aspektów jest dla nas potrzeba klienta. Z trendów… stworzyliśmy krem, który chroni przed cząstkami smogowymi, oparty na cytryńcu i morindze. Inspirujemy się także tym, co sprzedaje się na rynku z kosmetyków konwencjonalnych – zastanawiamy się wtedy, czy możemy zaproponować odpowiednik naturalny.
Do jakich krajów głównie eksportowane są wasze kosmetyki? Jakie kierunki eksportu są dla was atrakcyjne?
Jednym z ciekawszych rynków obecnie dla nas jest Rosja, gdzie dopiero odkrywane są przez konsumentów naturalne kosmetyki.
Trochę nas to zaskoczyło, ale okazuje się, że kraje azjatyckie są bardzo zainteresowane naszymi produktami, co zawdzięczamy naszym nowoczesnym formułom. Jesteśmy obecni już w Indonezji, mamy klientów w Hong Kongu i teraz dosyć spore zainteresowanie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie oczekuje się kosmetyków o bogatych składach. Eksport prężnie się u nas rozwija.
Rozmawiała Aldona Senczkowska-Soroka, redaktor czasopisma „Przemysł Farmaceutyczny” oraz portali kierunekFARMACJA.pl i kierunekKOSMETYKI.pl
Komentarze